Saturday, September 12, 2015

ŻYCIE W SZKOCJI



Ostatnio otrzymałam komentarz od jednej z czytelniczek bloga na temat mojego życia w Szkocji. Zapytała jak to się stało, że wyjechaliśmy, czym się zajmujemy i co konkretnie szokuje mnie w Szkotach. Pomyślałam, że jest to ciekawy pomysł na posta - w sumie nigdy nie dzieliłam się z Wami moją opowieścią o emigracji. Nie jest to żadna tajemnica, a dla wielu osób ten temat może być interesujący. Może wielu z Was chciałoby wyjechać z Polski, a waha się - mój post może niektórych zniechęcić, a niektórych przybliżyć do wyjazdu z kraju. Ja sama przyznam szczerze (chociaż to może smutne), że gdybym wiedziała, jakie życie mnie w Szkocji czeka, nie wyjeżdżałabym z Polski. Nie żałuję, ani nie chciałabym cofnąć czasu, sama świadomie podjęłam decyzję o wyjeździe. Po prostu z perspektywy czasu widzę, że życie poza granicami swojego kraju nie jest usłane różami. Nie jest kolorowo, ani łatwo. Owszem, można powiedzieć, że finansowo jest lepiej niż w Polsce. Ale teraz dopiero widzę, że te pieniądze szczęścia nie dają. To smutne, ponieważ był to główny powód wyjazdu z Polski - dla lepszej kasy i tym samym spokoju, szczęścia, lepszego życia. Nie do końca znalazło się to, czego się szukało. 
Więc zaczynam nowy cykl na blogu! Będzie dużo prywaty, opowieści prosto ze Szkocji oraz plusy i minusy życia w UK. Bądźcie czujni i spodziewajcie się niebawem kolejnych wpisów z tej serii!


Jak to się stało, że wyjechaliśmy z Polski?
Nie przeżyłam w życiu dużo - jestem młoda, parę lat temu skończyłam średnią szkołę, rzuciłam studia, pracowałam w wielu miejscach. Czasem się miało więcej pieniędzy, czasem mniej, ale wiązało się jakoś koniec z końcem. Mieszkałam w domu rodzinnym, więc jedyne moje wydatki tyczyły się zatankowania samochodu, żeby dojechać do pracy i swoich własnych zachcianek. Na umowie zleceniu dostawałam nawet 1700zł, więc była to dla mnie niemała kasa. Mogłam sobie pozwolić na to czy na tamto. Ale pracę się zmieniło, była następna i następna - tak się w końcu stało, że wylądowałam na Shellu w Bielsku-Białej i musiałam kilka razy w tygodniu dojeżdżać własnym samochodem do miejsca pracy. Jeździło się wtedy Hondą, paliła ona niemało, więc miesięcznie wydawało się nawet kilka stów na paliwo. Poza tym nie mieszkałam już w domu rodzinnym, więc dochodził do tego dojazd do mamy na weekendy, pieniądze na jedzenie, jakieś sprawy bieżące z autem (ubezpieczenie, przegląd, wizyty u mechanika), a na szarym końcu moje własne zachcianki, na które czasem brakowało pieniędzy. Tak mijał miesiąc za miesiącem, czasem był to lepszy miesiąc, a czasem gorszy. Zaczynałam myśleć o wyjeździe z Polski, innej pracy, większych pieniądzach, chciałam pozbyć się stresu, który narastał i narastał. Sprzedałam swój ulubiony samochód, bo nie stać mnie było na zajmowanie się nim i oddawanie do mechanika. Płakałam, bo czułam się coś się kończy, a coś nowego zaczyna. Wiedziałam, że jeśli nie podejmę już jakiejś decyzji, to oszaleję. Czułam, że jest to właściwy moment na zmiany...
Razem z chłopakiem w końcu zdecydowaliśmy, że wyjeżdżamy. Kupiliśmy bilety na samolot - bez powrotnych. Zostawiliśmy dosłownie wszystko - znajome okolice, rodzinę, znajomych, kota (!). Spakowaliśmy się do dwóch walizek i pojechaliśmy z wielkim pytajnikiem w głowie cały czas zastanawiając się czy dobrze robimy. Ani się obejrzeliśmy byliśmy na lotnisku w Edynburgu, a witała nas kapryśna szkocka pogoda. Cały czas powtarzałam sobie w głowie, że był to głupi pomysł i "co ja takiego narobiłam?". Chciałam wracać do domu, było mi zimno, byłam zmęczona i przygnębiona tymi zmianami, które nastąpiły w moim życiu. Ale odwrotu już nie było... 

Jak wyglądały nasze początki w Szkocji?
Przyznam, że były ciężkie. Trzeba było się przystosować do nowej sytuacji, miejsca i pogody. Poza tym dochodziło do tego szukanie pracy i mieszkania (co zdecydowanie było trudniejsze do zrealizowania). Mieszkań do wynajęcia w Aberdeen jest strasznie mało, są drogie, a poza tym agencje raczej nie dają "świeżakom" mieszkań na wynajem. Nie wiem czy mieliśmy szczęście, czy po prostu to dzięki naszemu uporowi znaleźliśmy pracę po dwóch tygodniach od przyjazdu do UK. Wszystko było dla mnie nowe, musiałam się nauczyć sama poruszać po mieście (pieszo oraz autobusem). Tęskniłam za rodziną, ale i tak bardziej byłam w tzw. szoku, że jestem z dala od rodziny i że zaczęłam nowe życie... Teraz jak myślę o tym z perspektywy czasu widzę, jaka zagubiona byłam i jaki miałam mętlik w głowie. Cieszę się, że miałam przy sobie swojego chłopaka, na którego pomoc zawsze mogłam liczyć. Dzięki niemu jakoś odnalazłam się w tym kraju. No i może to dziwne i głupie - języka angielskiego nie znam w takim stopniu żeby się porozumiewać. Owszem, rozumiem jak ktoś do mnie mówi po angielsku i potrafię skleić jedno zdanie, ale to tylko tyle. Jest to cholernie trudne przebywać w obcym kraju i nie znać języka w stopniu nawet dobrym. To jest kolejna rzecz, której żałuję. Gdybym wiedziała, że język jest aż tak potrzebny - pierwsze bym się go nauczyła, a poźniej dopiero wyjeżdżała.

Czym się zajmujemy na codzień?
Moją pierwszą pracą w Szkocji było sprzątanie na statku. Była to praca fizyczna z prawdziwego zdarzenia. Bolały nogi, miałam posiniaczone łydki, na statku dziewczyny mnie poganiały, a mi to wcale nie pomagało. Głównie chodziło o sprzątanie pokoi, zmianę pościeli i mycie łazienek. Wytrzymałam tam dwa miesiące i bardzo się cieszę, że już nie musiałam tam chodzić. Dziewczyny, z którymi pracowałam były nie do wytrzymania - ciągłe obgadywanie oraz ściemnianie byleby jak najmniej się zmęczyć były na porządku dziennym.
Drugą i obecną pracą jest praca w pralni - również fizyczna. Prasowanie koszul, obrusów, pościeli czy składanie ręczników opanowałam do perfekcji. Nie jest łatwo - non stop bolą mnie stopy od 8-godzinnego stania na nogach. Łatwo o oparzenia, poza tym trzeba być bardzo dokładnym, szybkim w prasowaniu i unikać pomyłek. W pralni jestem już dziewiąty miesiąc i przez ten czas bardzo dużo się nauczyłam. Nie wstydzę się swojej pracy i uważam, że żadna praca nie hańbi, nawet ta fizyczna. Postanowiłam być dzielna i dokładnie wykonywać powierzone mi obowiązki. Chcę, żeby można było na mnie polegać, jestem osobą, która nie lubi zawodzić. Ale wiadomo - nie jest to praca marzeń. Cały czas w głowie mam powrót do Polski - robienie czegoś, co się lubi, inny rodzaj pracy. Wiem, że jest to możliwe, tylko muszę do tego dążyć.

Co dalej?
W połowie przyszłego miesiąca minie rok odkąd jesteśmy w Szkocji. Powiem jedno - ale zleciało! Przyznam, że w ciągu tego roku moje życie zmieniło się diametralnie oraz czuję, że ja się zmieniłam. Na pewno zmieniło się moje postrzeganie świata, stałam się dojrzalsza, bardziej odpowiedzialna. Staram się teraz łapać i doceniać każdą chwilę. Teraz coraz częściej myślę i chcę dążyć do tego, aby wrócić do życia w Polsce. Wiem, że nie będzie tak jak kiedyś, ale jestem kowalem własnego losu i chcę wziąć sprawy w swoje ręce. Nie chcę żałować utraconych lat czy młodości z dala od rodzinnego domu. Brakuje mi ciepła mojej rodziny, moich kotów... Smutne jest to, jak się przyjeżdża po długiej przerwie do domu i widzi się to, co się zmieniło i ludzi, którzy się zmienili. Smutne jest widzieć ten upływający czas... 
Póki co zostajemy w Szkocji, życie cały czas się toczy, a my pracujemy. Za niedługo moja siostra wraca do Polski po tych ponad dwóch miesiącach spędzonych z nami. Może dlatego tak ostatnio intensywniej myślę o swoim kraju, a może dlatego, że nasz urlop w Polsce zbliża się, a ja się tak bardzo jego doczekać nie mogę! Postanowiłam być dzielna i silna, nie jestem w końcu sama! Razem z moim chłopakiem wspieramy się wzajemnie i jakoś idziemy przez to życie - piękne, choć trudne.

photos: K. & me

22 comments:

  1. Cool pictures. Where is this place? :)

    http://checkinonline.blogspot.com/

    ReplyDelete
  2. Such divine sights - seriously obsessing over the architecture!

    xx

    ReplyDelete
  3. ja bym chyba nie wyjechała, za słaba jestem psychicznie.
    tobie się udało i widzę, że świetnie dajesz radę. życzę powodzenia :)

    ReplyDelete
  4. Ja wyjeżdżam za pół roku, tyle, że już raczej na stałe, bo mój chłopak nie zamierza z Irlandii wracać.. Decyzja podjęta 3 lata temu i wydawało mi się, że jestem tego tak bardzo pewna, a obecnie mam nasrane w gaciach i strasznie się boję tego skoku w nieznane. Pracy na razie tam nie mam, ale planuję dokończyć studia i zobaczymy jak mi się powiedzie. Mój angielski niestety też dupy nie urywa, ale pracuję nad tym dosłownie codziennie.. Może uda nam się kiedyś spotkać jeżeli dalej będziesz w Szkocji :D :) powodzenia !

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja też życzę powodzenia i może faktycznie kiedyś uda nam się spotkać! W końcu można powiedzieć, że będziemy blisko siebie mieszkać :D

      Delete
    2. Dokładnie :D a mi zawsze marzyło się zwiedzenie Walii i Szkocji! Z drugiej strony do Irlandii jeżdżę już 3 lata, a zwiedziłam tylko okolice Dublina, bo nigdy nie było okazji pojechać nigdzie dalej :P W każdym bądź razie trzeba być dobrej myśli :)

      Delete
  5. ciekawe bardzo, ja bym się nie zdecydowała na wyjazd na stałe. dobrze mi tu u nas ;)

    ReplyDelete
  6. marzy mi się wyjazd do Szkocji... inny klimat inni ludzie...

    ReplyDelete
  7. Podoba mi się, że napisałaś prosto z serca, jak czujesz :-) Widać, że jesteś prawdziwą dziewczyną z gór :-) Szacun! I trzymam kciuki za dążenie do wyznaczonego celu :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuje za Twoje słowa :) właśnie takie komentarze dodają skrzydeł!

      Delete
  8. Będąc za granicą cholernie tęsknie za domem i bliskimi, chyba nie dałabym rady tak na stałe.

    ReplyDelete
  9. Byłam w Anglii kilka miesięcy i strasznie tęskniłam za domem, ale chyba już Ci o tym tutaj pisałam :) Nie wiem czy chciałabym na stałe mieszkać za granicą, choć Stany wydają się być kuszącą propozycją.

    Pozdrawiam i zapraszam w wolnej chwili,
    VANILLAMADNESS.com

    ReplyDelete
  10. Często się zastanawiam nad wyjechaniem z Polski..Co z tego, że będę panią magister skoro nic z tego nie będę miała.. A wiecznie muszę sobie czegoś odmawiać, bo kiepsko z kasą. Nie wiem, nie wiem.
    Zazdroszczę Ci odwagi i że tak dobrze Ci się tam powodzi :* Oby tak dalej :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*

    ReplyDelete
  11. This is a really great entry! Hope you have a lovely day.

    ** I'm inviting you to join Love, Beauty Bloggers on facebook. A place for beauty and fashion bloggers from all over the world to promote their latest posts!

    xoxo;
    BEAUTYEDITER.COM

    ReplyDelete
  12. Dzięki za ten wpis, trzymam kciuki za Twoje cele i marzenia :-)

    ReplyDelete
  13. wiesz co, biorąc pod uwagę jak bardzo mieliście pod górkę przyznam, że bardzo podziwiam taką odważną decyzję, jesteś naprawdę silna, tak trzymaj! a języka nauczysz się tam na pewno lepiej niż udałoby Ci się w Polsce

    ReplyDelete

Post a comment